Pielęgnacja włosów falowanych by Monika


Zapewne zastanawiacie się dlaczego w tytule nie ma "pielęgnacja włosów kręconych" tylko falowanych. Otóż z prostego powodu - uważam, że z obydwoma rodzajami skrętu należy się obchodzić nieco inaczej. Włosy falowane znacznie łatwiej obciążyć i trudniej utrzymać je w takiej samej kondycji przez cały dzień. Mają też zazwyczaj większą tendencję do puszenia się. Mowa tutaj o skrętach najluźniejszych, czyli 2A i 2B. O kategoryzacji skrętów A. Walkera możecie poczytać tutaj.  Jestem zdania, że nikt nie ma jednego, szablonowego rodzaju włosów na całej głowie, a zazwyczaj jest to mieszanka kilku. Tak też jest w moim przypadku. Ale zacznijmy od początku! Skąd w ogóle zmiana w sposobie pielęgnacji?


KRÓTKA HISTORIA 

Jako dziecko miałam długie loczki, które pewnego dnia zostały utracone przy niefortunnej zabawie we fryzjera. Niestety moje włosy już nigdy nie były takie same. Przerobiłam całkiem sporo fryzur, ale zawsze towarzyszył mi jeden problem - puszenie się. Często radziłam sobie z tym susząc włosy do około 80% i związując je później w luźny koczek. Często w ruch wpadała też prostownica, o ironio nie do prostowania włosów, a do ich kręcenia. Rzadko kiedy pozostawiałam włosy do wyschnięcia same sobie z dwóch prostych powodów - schną milion lat (Ania potwierdzi), około 5-6h a dodatkowo są napuszone i ni to proste ni to kręcone. Zawsze się w jakiś sposób wywijały i przez długi czas nie potrafiłam się z nimi dogadać. Do czasu :) Mimo wszystko zaletą posiadania włosów falowanych jest fakt, że przy niewielkim nakładzie pracy można całkiem łatwo moderować ich skręt.

POCZĄTKI

Nie pamiętam już dokładnie jak trafiłam na grupę Curly Girls, ale bardzo się cieszę, że tak się stało. Oczywiście doznałam szoku informacyjnego dotyczącego sposobu pielęgnacji. O ile z rozszyfrowywaniem składów kosmetyków oczywiście nie miałam problemu to z kolejnością kosmetyków, ich dobraniem i częstotliwością stosowania już tak. Wcześniej moja pielęgnacja włosów ograniczała się do szamponu, okazyjnej odżywki i olejku na końcówki. Akurat z przejściem na metodę Curly Girl nie miałam problemu, bo już dawno wykluczyłam silikony i silne detergenty. Także w samym rodzaju kosmetyków wielkiej rewolucji nie było, natomiast w sposobie mycia już tak. Obserwując wielkie metamorfozy dziewczyn z grupy postanowiłam spróbować. Przez pierwsze 3 dni łykałam wiedzę jak szalona, odkrywając coraz więcej świetnych blogów i stron poświęconych pielęgnacji kręconych włosów. Bardzo pomogły mi wpisy i kategoryzacja produktów z Naturally Curly, filmiki Alyson z kanału Real Life + Curly Girl oraz Emilii (Zakręcovnia) i Sary (Shidless).

Pierwsze kilka tygodni polegało na próbach i testach. Praktycznie każde mycie było sprawdzaniem, co u mnie działa, a co nie - różne techniki nakładania produktów, kolejność, ilość itd. Na początku strasznie się wkurzałam, że nic mi nie wychodzi i zamiast cieszyć się z super wyglądających włosów wyglądałam jak mały Tarzan. Jednak nie poddałam się i Wam w dobie kryzysu radzę to samo :) Z własnego doświadczenia wiem, że kluczową sprawą jest dobranie odpowiednich produktów. Zapewne nie traficie od razu za pierwszym razem, więc absolutnie się nie przejmujcie.

Pierwszą zmianą, którą wprowadziłam była zamiana szczotki Tangle Teezer na grzebień. Przestałam też czesać włosy na sucho.  Mycie odżywką było kolejnym krokiem. Miałam nie mały problem ze znalezieniem odpowiedniego produktu z uwagi na to, że mam bardzo wrażliwy skalp. Większość odżywek, które nadają się do tego zawierają w składzie Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride lub Behentrimonium Methylsulphate. Niestety te substancje się u mnie nie sprawdzają - podrażniają skórę głowy i wywołują uczucie swędzenia. Nie wspomnę już o tym, że reszta składu też musi być ok, a to powodowało odrzucenie ponad połowy polecanych do tej metody produktów. Z pomocą przyszła jednak stara, dobra Alterra i jak na razie nic nie przebiło jej pod względem ceny i wydajności.

Następnie do pielęgnacji wprowadziłam stylizator. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście glutek lniany. Później spróbowałam gotowego żelu od Shea Moisture. Totalnie się u mnie nie sprawdził, choć na początku nie wydawał mi się aż taki zły, bo nie bardzo miałam go do czego porównać. O stokroć przebił go żel od Boucleme, który póki co jest moim ulubionym. Miałam okazję wypróbować też do tej pory propozycję od Natura Siberica i Biolage R.A.W.

Zaczęłam też bardziej przykładać się do olejowania, jednak nie bardzo widziałam różnicę kiedy je wykonywałam. Próbowałam kilku sposobów i różnych olejów. Jeśli olejuję włosy to zazwyczaj na sucho, na noc. Nie wymaga to ode mnie nakładu czasu i jest dla mnie najwygodniejsze. Oleje w mojej pielęgnacji najczęściej pojawiają się po myciu w celu zabezpieczenia końcówek. Dobrze sprawdza się na moich włosach olej z pestek śliwki, malin, nasion chia i Inca Inchi. Z gotowych propozycji - olejek z Alterry lub Nacomi 7 oils.

Po prawie 3 miesiącach rzetelnej pielęgnacji, wypracowałam sobie mój mały rytuał, który na razie sprawdza się całkiem fajnie. Kiedy próbowałam nowej metody/produktu nigdy nie oczekiwałam za wiele i nie zrażałam się, jeśli nie wyszło. Często kombinowałam na różne sposoby z tym samym zestawem kosmetyków bawiąc się kolejnością i ilością produktów.

MOJA RUTYNA PIELĘGNACYJNA


Mycie zaczynam od masażu skalpu odżywką myjącą (zazwyczaj Alterra). Na mokre włosy nakładam sporą ilość produktu o opuszkami palców delikatnie rozprowadzam odżywkę okrężnymi ruchami. Trwa to około 2-3 minuty, po czym polewam jednokrotne głowę wodą i masuję jeszcze chwilę. Przy spłukiwaniu odżywki cały czas masuję skalp, aby dokładnie wypłukać pozostałości odżywki.

Następnie nakładam odżywkę na długość, zazwyczaj od poziomu ucha w dół. Rozczesuję włosy palcami lub grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami.


Ugniatam chwilę włosy od dołu, aby pozbyć się nadmiaru wody. Spinam dużą klamrą i pozostawiam na parę minut. Polewam włosy letnią wodą przez dosłownie kilka sekund i przechodzę do metody Squish to Condish. W razie konieczności powtarzam ten krok. Brzmi zabawnie, ale bardzo ogranicza puszenie moich włosów. Nie potrzebuje już też odżywki bez spłukiwania.


Kolejny krok to nałożenie stylizatora. Do tej pory nakładałam wszystko "pulsacyjnie", czyli aplikowałam produkt na ociekające wodą włosy głową do dołu i wgniatałam w nie żel. 


Ostatnio jednak bardzo podpasowała mi metoda fitagemPozwala na dokładniejsze rozprowadzenie stylizatora, daje większą objętość, ale mniej zdefiniowany skręt niż w przypadku "pulsacyjnej" metody. Coś za coś :) W moim przypadku pozwala też na dłuższe utrzymanie skrętu nawet do 3 dni.



Odgniatam włosy bawełnianą koszulką lub ręcznikiem z mikrofibry. Czasami robię plopping. To po prostu technika przyspieszająca suszenie włosów i nieco podbijająca skręt. Nie polega na niczym innym jak na odpowiednim zawiązaniu koszulki/ręcznika tak, aby włosy znajdowały się na czubku głowy. Niektórzy stosują plopping nawet kilka godzin (czasem i całą noc), jednak u mnie jest to kwestia kilku minut. Im dłużej, tym gorzej w moim przypadku.

Po odsączeniu nadmiaru wody przechodzę do suszenia dyfuzorem. Korzystam z ciepłego nawiewu, a kończę zawsze na chłodnym. Bardzo rzadko zdarza mi się, że mam czas na to, aby pozostawić je do naturalnego wyschnięcia (trwa to naprawdę długo). Zazwyczaj podsuszam włosy do około 80%, a następnie zostawiam, aż podeschną same do końca.



Na koniec odgniatam je odrobiną olejku, aby pozbyć się tak zwanych "sucharków" od żelu. Unoszę włosy u nasady masując skalp lub używając grzebienia typu afro pick.

Tak właśnie wygląda moja podstawowa pielęgnacja. Niekoniecznie spinam się równowagą PEH (proteiny/emolienty/humektanty). Typowo odżywcze maski z proteinami stosuję raz na tydzień lub dwa i wtedy zawsze oczyszczam też skalp szamponem z łagodniejszymi detergentami (odstępstwo od metody CG). Zauważyłam, że moje włosy niekoniecznie lubią się z często serwowanymi proteinami, a już na pewno nie przepadają za keratyną i jedwabiem. Proteiny roślinne są znacznie milej widziane. Rzadko kupuję typowo proteinowe kosmetyki, choć fioletową maskę Vianek bardzo lubię. Do bazy w postaci gotowej odżywki/maski dodaję spirulinę, jajko lub żelatynę. W zależności od tego, co mam pod ręką. Wzbogacam to jeszcze wybranym olejem i/lub amlą. Czasem dodam też miodu lub soku z aloesu. Chowam wszystko pod czepkiem i ręcznikiem na około 30/40 minut. Następnie myję skalp szamponem (metoda OMO) i nakładam odżywkę na 1-2 minuty jak w podstawowej rutynie.

Jeśli chodzi o peeling skóry głowy to jest to rzecz, w której jestem najmniej konsekwentna. Jeśli już mi się przypomni wykonuję go za pomocą odżywki i grubo zmielonej glinki lub aplikuję serum Bionigree. Podobnie jest ze wcierkami. Już sam masaż skalpu dał naprawdę fajne efekty, ale nie wykluczone, że niedługo zacznę stosować je prewencyjnie. Włosów nigdy za dużo :)

Na noc zabezpieczam włosy w "pół ananasa", czyli bardzo wysoką kitkę przeciągniętą do połowy przez gumkę. Na drugi lub trzeci dzień zazwyczaj reanimuję włosy wodą i nakładam odrobinę odżywki, żeby ograniczyć puszenie się. Często testuje różne sposoby na odświeżenie skrętu, żeby sprawdzić, co działa najlepiej na moje włosy.

Z rzeczy, które totalnie się u mnie nie sprawdzają to kosmetyki na bazie maseł. Od razu obciążają mi włosy i powstaje jeden wielki puch. Jak już wspomniałam wcześniej, nie bardzo pasuje mi też keratyna (szczególnie hydrolizowana) i jedwab. To zdecydowanie za dużo. Chciałabym stosować systematycznie płukanki (octowe, ziołowe), ale zwyczajnie o nich zapominam - czas to zmienić.


Jeśli zaczynacie dopiero swoją przygodę lub dopiero się do niej przymierzacie, pamiętajcie o jednym - cierpliwość to klucz do sukcesu. Zawsze będą lepsze i gorsze "włosowe dni", ale bez testowania nie wypracujecie sobie najlepszej dla Was metody. Tak samo jak w przypadku pielęgnacji twarzy kierujcie się zasadą, że nie wszystko, co sprawdza się u kogoś będzie dawało też fajne efekty u Was. Wiele osób oczekuje spektakularnej przemiany po kilku dniach. Dajcie sobie czas :) Ja nie mogę się doczekać efektów po pół roku, a co dopiero roku stosowania świadomej pielęgnacji. Porównywanie zdjęć z samego początku i obecnego stanu włosów daje ogromną motywację!

Jestem bardzo ciekawa jakie sposoby i produkty najlepiej się sprawdzają u Was. Dajcie znać w komentarzach! 


Zobacz też:

30 komentarze

  1. z nieba mi z tym spadłaś <3
    Napisałabyś w jakim celu stosuje się każdą z masek PEH? Usiłuję ogarnąć temat CG, przy tym pilnować składów (zgodnie z Waszym blogiem) i poza tym, że mam włosy chyba wurly (nie błyszczą jak 2c) to już nic nie wiem :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy typ składnika - emolienty/humektanty/proteiny, działają na włosy inaczej. W zależności od tego czego im brakuje, z czym się lubią i w jakiej są kondycji będą zależały proporcje ich stosowania. Niektórzy kupują produkty, gdzie ta równowaga jest zachowana (wszystkiego po trochu), a inni z kolei stosują jeden typ produktów na co dzień (np. głównie emoliemtowe) dopełniając raz na jakiś czas pielęgnację pozostałymi składnikami. Doczytaj sobie o tym na innych blogach lub pooglądaj filmiki na YT - sporo tego jest :)

      Usuń
  2. Używasz odżywki czy maski z Alterry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś maska bardziej mi podpasowała, ale odżywka też się nadaje :)

      Usuń
    2. Obie maja w składzie alkohol, w sumie jak wszystkie kosmetyki Alterry. Alkohol w odzywkach nie jest zgodny z metoda Curly Girl z tego, co się orientuję.. Dlatego zastanawiam się ciągle nad jej zakupem, bo dużo osób poleca tę maskę.

      Usuń
    3. To już Twoja decycja :) U mnie to jedna z lepjej działających masek.

      Usuń
  3. Co zrobiłaś z żelem który ci się nie sprawdził? Kupilam ostatnio w porywie emocji żel do stylizacji i jest okropny. Da się go jakoś zużyć ��☹️?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ten z Shea Moisture zużyłam do końca. Kombinowałam z nim cały czas. Był mało wydajny, więc nie trwało to za długo. Nie wiem jaki żel masz i jaki ma skład, więc ciężko mi cokolwiek doradzić.

      Usuń
  4. Masz piękne włosy! Ja z reguły mam włosy falowane ale wystarczy zwykle suszenie włosów głową w dół, a są ułożone zadowalająco. Moja mama ma bardzo kręcone włosy i też ciągle poszukuje i zmienia produkty do pielęgnacji. Włosy kręcone są piękne ale dla mnie tak wymagające ! :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie akurat u mnie da się osiągnąć taki efekt jak ze zdjęć lub delikatne fale przy niewielkim nakładzie pracy. Zależy na co mam ochotę :) Tak, zdecydowanie są wymagające. Ale też wyjątkowe!

      Usuń
  5. Alterra i u mnie rządzi ostatnio <3 Dziękuję za wspomnienie :)
    Coraz lepiej! Pięknie Ci w falowanych :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, na taki wpis czekałam! <3 Widziałam już Wasz post o szamponach ale jestem ciekawa czy coś nowego w przystępnej cenie jesteś w stanie polecić. Dla mnie CG jest za 'ciężkie' i stosuję metodę OMO ale znalezienie dobrego szamponu sprawia mi wiele problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło słyszeć :) Będziemy go na pewno aktualizować, bo od tamtego czasu sporo nowości się pojawiło. A czego oczekujesz od szamponu? Próbowałaś Alterry?

      Usuń
    2. Niewiele, żeby mył i żeby mnie głowa po nim nie swędziała :D Fajnie gdyby też nie obciążał włosów, bo i to mi się zdarzało

      Usuń
  8. Która Alterra? Też zabieram się za świadomą pielęgnację i ciężko to idzie, ale staram się nie zrażać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj maska, ale odżywka też się sprawdza :) Właśnie najważniejsze to się nie zrażać!

      Usuń
  9. Ale super! Zmiana ogromna! Świetnie to wygląda teraz.
    Czy dałybyście rady napisać oddzielnego posta o podstawach włosingu? Są tu używane różnego rodzaju skróty, dziwne nazwy lub po prostu zasady, których totalnie nie rozumiem. Widzę że do większości zagadnień są odnośniki. Jednak fajnie byłoby mieć wszystko w jednym miejscu <3
    Na pewno bym wracała do takiego posta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie efekty jeszcze mogą być! Na podstawy odsyłam Cię do blogów poświęconych na ten temat oraz do grupy na Facebooku. Ja też wszystkie te pojęcia poznałam z czasem :) Co jest dla Ciebie konkretnie problematyczne?

      Usuń
  10. u mnie sprawa wygląda tak : myję włosy szamponem z alterry testuje wszystkie na zmianę :) nakładam odżywke z alterry, natura siberica lub inną bez dziadostwa. Raz na dwa tygodnie nakładam odżywke z kallosa , nakładam worek na głowę i robię turban z ręcznika - efekt sauny , trwa to około godzinkę :) efekt rewelacja , zawsze to robię przed imprezami lub uroczystościami, ponieważ włosy wyglądają później obłędnie :)
    zawsze rozczesuję włosy po myciu grubym grzebieniem ( nigdy nie czeszę na sucho , więc wychodzi że czeszę się raz na dwa dni :D ) następnie po zrobieniu przedziałka i uczesaniu ugniatam włosy rękami , później ręcznikiem robię to samo. Czekam aż będą prawie suche i nakładam krem do stylizacji włosów Alfaparf style4u - polecam ! używałam wiele kosmetyków, ale tylko to nie obciąża moich loków i pięknie je podkreśla. Włosów nigdy nie suszę, mam bardzo cienkie włosy , więc wysychają w godzinę. no to chyba tyle ;) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaciekawiło mnie, że nakładasz krem na suche włosy :) U mnie niestety pozostawione naturalnie do wyschnięcia to kwestia kilku godzin...

      Usuń
  11. Hmm mi cierpliwości nie brakuje ale pomysłów już tak :/.Mam bardzo ale to bardzo cienkie wlosy do tego jeszcze wypada ich zdecydowanie za dużo. Wrazliwa skóra głowy.Badania porobione. Dermatolog, trycholog nic nie pomogli więc sama szukam i testuję. Mimo, że nie farbuje włosów to są bardzo przesuszone. Testowałam wiele kosmetyków typu Alterna,Kevin Murphy, John Masters organics,Daviness,Insight oj było tego i nadal nic z tych produktów się nie sprawdziło.Szukam dalej i przyczyny i produktów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hormony, niedobory, stres? Może Biofficina Toscana?

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. dziewczyny, pomocy! gubię się już w temacie kremów z filtrem, czy używacie ich codziennie? jeśli tak to jakich?
    ja używam podkładu mineralnego annabelle, ale mam wrażenie, że przy obecnej pogodzie to trochę za mała ochrona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzyj do posta o filtrach :)

      Usuń
    2. czytałam, ale nie doszukałam się informacji, czy polecacie używac ich codziennie pod makijaż? czy na mniejsze słońce wystarczy podkład?

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Napisz do nas na fb, wyjaśnimy :)

      Usuń

Popularne posty

Polub na FB

Subscribe