PiggyPEG Keg #18 Styczeń



Musimy przyznać, że tak nas pochłonął koniec semestru na uczelniach, że nieco ograniczyłyśmy naszą pielęgnację do minimum. Nie miałyśmy też za wiele czasu uzupełniać zapasów i testować nowości. W związku z tym styczeń nie obfitował w wiele produktów, ale i tak mamy czym się zachwycać - bo jest i coś do twarzy i coś do ciała. Dzięki Wam wkręciłyśmy się w pielęgnację włosów na nowo, z zupełnie innej perspektywy :) Zobaczcie, co znalazło się w styczniowym Kegu!


#Ania

1. Resibo Glow, Krem rozświetlający

Oj co za to jest za krem! Co jak co, ale nie ma nic podobnego na rynku. Rozświetlacze w kremie to zupełnie inna bajka i moim zdaniem służą bardziej do wykańczania makijażu. Przyznam, że na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego produktu. Bo skład może i dobry, ale dosyć prosty - skwalan, mika i olej kukui. Skontaktowałyśmy się nawet z Resibo, aby zapytać o cenę kosmetyku. Głównie wywodzi się z najwyższej jakości surowców i zastosowanych stężeń dla najlepszego efektu. Jednak, czy sprawdzi się u mnie? Czy będzie widać różnicę po jego zastosowaniu? Umówmy się, nie jest to substytut kremu na dzień, ale może być do niego fajnym dodatkiem. Teraz już wiem, że nie sprawdza się aplikowany samodzielnie. Ten produkt zaliczyłabym raczej do kolorówki, bo jego celem nie jest działanie na konkretny problem skórny, a piękne rozświetlenie cery. I tutaj nie ma sobie równych. Nałożony na krem na dzień pięknie rozświetla cerę, daje przez to efekt zdrowej skóry i piękną taflę, bez widocznych brokatowych drobinek. No po prostu GLOW! :)

Świetnie blenduje się z minerałami, można go stosować jako rozświetlacz pod oczy albo nałożyć na dekolt przed wielkim wyjściem. Jest mega uniwersalny i sprawdzi się wszędzie, gdzie chcemy dodać odrobiny blasku. Jeżeli zajmujecie się na co dzień make upem lub po prostu lubicie bawić się makijażem to koniecznie go wypróbujcie. Tym bardziej, że skóra po nim jest miękka i przyjemna w dotyku. Jedyny minusik to odklejająca się naklejka, ale nie wpływa to na działanie kremu (chyba, że trafiłyśmy na słabszy klej w serii) ;)

Jeśli nie stosujecie makijażu w ogóle, krem Glow będzie idealny dla Was. Doda blasku i sprawi, że będzie się prezentować fenomenalnie. Komu na pewno nie poleciłybyśmy tego kremu? Cerom problematycznym i/lub z rozszerzonymi porami. Według nas taki krem będzie tylko podkreślał niedoskonałości. Ewentualnie możecie go zastosować na grzbiet nosa i na górę kości policzkowej, ale tutaj nasuwa się pytanie, czy nie lepiej wtedy użyć klasycznego rozświetlacza. Podsumowując - świetny substytut makijażu dla fanek efektu świetlistej skóry, must have dla wizażystek. Coś mam przeczucie, że jeszcze lepiej będzie sprawdzał się wiosną i latem. 



2. Xufas, Scrub do ciała

Xufas trafiło do nas głównie przez ciekawość do intrygującego składnika, którego nie ma nigdzie indziej na polskim rynku.  Na pierwszy ogień poszedł scrub do ciała. Przyszedł do nas w idealnym momecnie, bo akurat wykończyłyśmy wszystkie peelingi. 

Przyznamy, że strasznie nas interesowało "co to jest to całe xufas?!". Otóż wszystkie kosmetyki tej marki bazują właśnie na xufas (chufas), czyli roślinie o wdzięcznej nazwie cibora jadalna czy też migdał ziemny. Nie spotkacie go u nas, bo głównie rośnie w ciepłych krajach (Azja, Ameryka Południowa, południe Europy i Azji). Jednak z orzechami nie ma za wiele wspólnego. To roślina z rodziny ciborowatych, która swoimi właściwościami przebija wszelkie modne superfoods. Jest źródłem witaminy E, C i B6, kwasu foliowego, zawierają magnez, potas, fosfor, wapń, żelazo. Bogata jest w aminokwasy, w tym argininę – suplement niemal doskonały. Nic więc dziwnego, że scrub okazał się być tak pozytywnym zaskoczeniem!

Zimą mam szczególnie wymagającą skórę, a dzięki temu produktowi wreszcie trochę odżyła. Bardzo przyjemnie się go rozprowadza, pachnie delikatnie cytrusowo i nie pozostawia zbyt tłustej warstwy. Jednym słowem to naprawdę porządny scrub. Ma dość duże drobinki cukru, więc naprawdę porządnie peelinguje. Nie jest ani za tłusty, ani zbyt lejący - wręcz idealny. Obecnie jeden z moich ulubionych. Gdybyśmy robiły ranking peelingów to z pewnością dostałby wysokie noty. 

Jeżeli macie tak jak ja wrażliwe brzuszki to polecam Wam zaopatrzyć się w makę z xufas - dodaje ją do naszych instagramowych, śniadaniowych placuszków, bo daje bardzo fajny posmak. Przepisów jest całe mnóstwo, koniecznie spróbujcie! Mąka jest dość kremowa, nawet powiedziałabym, że tłustawa. Przypomina trochę kokosową :) 





#Monika

1. Natur Planet, Żel hialuronowy 3%

Żel hialuronowy dopiero teraz zagościł na stałe w mojej pielęgnacji jako osobny pół produkt, ponieważ tak ciężko było go znaleźć z dobrymi konserwantami. Ale udało się! Oto on. Wiecie co? Mega żałuję, że tak późno się pojawił w mojej rutynie. Ma mega szerokie zastosowanie. Dodaję go do maseczek glinkowych, masek do włosów, jako podkład pod olej lub po prostu jako urozmaicenie kremu. 

Najbardziej lubię stosować żel na noc, zwłaszcza teraz, kiedy skóra ciągle narażona jest na suche powietrze i wszelkie zmiany temperatur. Nie ma też co przesadzać z jego częstotliwością. Na start wystarczy 2-3 razy w tygodniu. Z pewnością zobaczycie efekty po kilku tygodniach stosowania. U mnie bardzo poprawiła się elastyczność i poziom nawilżenia (nawet mierzyłam u kosmetologa, był bardzo dobry). Jeśli jeszcze nie stosujecie żelu hialuronowego w swojej pielęgnacji to polecam sobie sprawić taki mały flakonik :)



2. Vianek, Intensywnie wzmacniająca maska do włosów

Na kondycję włosów nigdy nie narzekałam. Zawsze moja pielęgnacja była bardzo minimalistyczna pod tym kątem. Szampon plus odżywka/maska mniej więcej raz w tygodniu. Jednak ostatnio coś się zmieniło. Wiele z Was pytało o tematy włosowe i szczerze powiedziawszy na wiele z tych pytań najzwyczajniej w świecie nie znałyśmy odpowiedzi. Bo czytać składy i ogarniać substancje to jedno, a wiedzieć co, kiedy, w jakiej kolejności i jak aplikować to drugie. Tak więc postanowiłyśmy z Ania wziąć się za temat włosów bardziej na poważnie. Z racji tego, że mamy zupełnie przeciwstawne rodzaje włosów (ja brąz skłonny do wszelkiego falowania i wywijania się, Ania - w skrócie, najprostsze blond włosy świata) postanowiłyśmy, że będzie ciekawie przedstawiać efekty naszych eksperymentów.

Jako dziecko miałam kręcone włosy - długie, lśniące spiralki. Mniej więcej kiedy miałam 8 lat ścięłam włosy do ramion i od tamtego czasu ślad po kręciołkach zaginął. Jako nastolatka postanowiłam pocieniować włosy i wtedy znów zaczęły dawać znać, że raczej proste nie będą. 
Przeszłam swoje bunty dotyczące fryzury - były szamponetki, prostownice, farby itd. Jednak szybko porzuciłam zmianę koloru ze względu na to, że żadna trwała koloryzacja nie wytrwała u mnie więcej niż 2 tygodnie. Od kilku lat nie robię z włosami zupełnie nic, oprócz okazjonalnego ułożenia ich prostownicą lub suszenia zimnym nawiewem. 



Kiedy podesłałyście mi wszystkie blogi i publikacje na temat "włosingu" na Instagramie mega wkręciłam się w temat i powiem szczerze, że szok informacyjny mnie dopadł. Teraz już wiem, jak nowe osoby czują się u nas na stronie czy FB ;) Ale do rzeczy. Postanowiłam "odzyskać" moje kręcone/falowane włosy odpowiednią pielęgnacją. Zaczęłam przeglądać mój zbiór kosmetyków do włosów, który zbyt bogaty nie był, ale zupełnie wystarczający. Brakowało mi jedynie maski proteinowej (odsyłam Was do poczytania o równowadze PEH), bo żadna z moich masek nie miała ich w składzie. Padło na intensywnie wzmacniającą z Vianka - głównie dlatego, że była dostępna stacjonarnie i w dobrej cenie. 

Trzymałam ją pod folią około 20 minut po wcześniejszym umyciu skalpu. Zapach mnie totalnie urzekł. Cudowny jest! Nie dusi, jak większość z Viankowych serii (najbardziej pomarańczowa moim zdaniem) i bardzo długo utrzymuje się na włosach. Maskę stosuję nie częściej niż 1 raz w tygodniu, żeby nie przesadzić (można przeproteinować włosy). Jestem mega z niej zadowolona, ale na pewno będą ją porównywać jeszcze z innymi proteinowymi maskami/odżywkami. Także spodziewajcie się dużo kosmetyków do włosów w nadchodzących Kegach ;) 

A co u Was pojawiło się ciekawego w poprzednim miesiącu?



Zobacz też:

9 komentarze

  1. Cześć dziewczyny jakie serum polecacie dla 32-latki😊😊?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.piggypegblog.pl/2017/10/pielegnacja-przeciwzmarszczkowa-kiedy-i.html

      Usuń
  2. Jaki krem nawilzajacy do twarzy moglby sie dobrze sprawdzic przy kuracji Izotekiem?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaką maskę do włosów możecie polecić hipoalergiczną lub bez perfum w składzie? W poście o produktach hipoalergicznych nie mogłam się doszukać niczego do pielęgnacji włosów poza szamponami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Derma Eco Woman :) Zawsze możesz ją zmodyfikować i dodać do niej wybrany olej, proteiny itd.

      Usuń
  4. Hej :) A jaki krem byście poleciły pod minerały? Mam na myśli te z Neauty Minerals. Myślałam o lekkim kremie brzozowym z Sylveco... Pomóżcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od wielu czynników... Pory roku, wymagań Twojej skóry itd. Musisz próbować ;) Możesz zacząć od Sylveco.

      Usuń

Popularne posty

Polub na FB

Subscribe