PiggyPEG KEG #Grudzień 2017


Święta, święta i nagle mamy 2018 rok! Same nie wiemy, kiedy to zleciało... To czas podsumowań, również kosmetycznych - udało nam się odkryć mnóstwo perełek w tym roku! Więcej o nich opowiemy w poście o ulubieńcach :) Grudniowy Keg jest bardzo zróżnicowany pod względem produktów. Znajdziecie w nim kosmetyki do demakijażu, pielęgnacji twarzy, a także ciała. Ciekawe, czy znajdziecie coś dla siebie...


#ANIA

Żywot pasty Fresh&Natural powoli dobiega końca i jej miejsce zastąpił balsam Czarszki. To kosmetyki podobne, a jednak różne. Balsam nie posiada emulgatora, dlatego bardziej przypomina klasyczne olejki do demakijażu, które pozostawiają delikatny film na skórze. Zimą olejów nigdy dość! :) Za to jego konsystencja jest po prostu fenomenalna, albo jak to mawiał Shaggy - smooth just like a silk'a! Bardzo aksamitna, smarowna idealna do masażu twarzy. Używanie tego balsamy to czysta przyjemność. 

Robiłam kilka prób ze zmywaniem i najlepiej sprawdza się ściereczka nasączona ciepłą wodą. Ani gram makijażu nie zostaje na skórze - chowajcie się wsystkie płyny micelarne i mleczka. Skóra po takim demakijażu połączonym z masażem jest bardzo miękka i elastyczna, gotowa na dalszą pielęgnację. Chociaż cytrusowy zapach bardzo przypadł mi do gustu, to na pewno wypróbuję jeszcze wersję delikatną! Aksamitny będzie świetny dla osób, które tak jak ja zmagają się z pękającymi naczynkami. Pamiętajcie jednak, że nie będzie on dla Was, jeżeli preferujecie emolientowe olejki.





Moja zdobycz z targów Ekocuda i od razu miłość od pierwszego powąchania i wykąpania! Chyba nie ma kosmetyku Hagi z którego bym nie była zadowolona. Wystarczy naprawdę niewielka ilość pudru (a nie 100g jak podaje producent) wrzucona do wody, aby cieszyć się miękką, jedwabistą skórą po kąpieli. Żadne dodatkowe balsamy nie są już potrzebne. Na zimę, kiedy skóra na ciele mocno mi się przesusza to kosmetyk idealny! Tym bardziej, że jak już biorę kąpiel to lubię sobie w tej wannie poleżeć i się zrelaksować. Plusem dla mnie jest też to, że nie pachnie bardzo intensywnie (jak inne kule i pudry do kąpieli), raczej subtelnie słodko. No i jak to u Hagi - ten kosmetyk ma naprawdę piękne opakowanie, które super prezentuje się na półce w łazience!




Na pewno kojarzycie ten peeling z naszego Instagrama. Nie jest on ani enzymatyczny ani mechaniczny - złuszczające działanie ma tutaj kwas glikolowy (AHA). Pierwsze próby wypadły pozytywnie, jednak wystarczyło przetrzymać peeling o minutę za długo, żeby skończyć z czerwoną, podrażnioną twarzą. To naprawdę mocny kosmetyk i nie ma z nim żartów. Moim zdaniem jest zbyt mocny dla wrażliwych cer. Mimo wszystko należą mu się plusy za konsystencję i piękny zapach. Z powodzeniem mogą go stosować osoby o skórach grubych, dojrzałych - gdy zwykłe peelingi enzymatyczne nie dają pożądanych efektów.

4. Vianek, Eliksir do twarzy z witaminą C

Testowałam i testowałam, a Wy cały czas dopytywaliście się o recenzję :) W końcu jest! I mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że eliksir Vianka zasługuje na miano hitu 2017. Wodnista konsystencja, bardzo dobra, stabilna forma witaminy C w stężeniu 5%, kwas hialuronowy i roślinne ekstrakty - a to wszystko w zadziwiająco niskiej cenie. 


Na początku eliksir na twarzy jest lekko lepki, po chwili wchłania się do sucha. Dobrze sprawuje się za dnia (ale nie na mrozy) jak i na noc.  Skóra wyraźnie odżywa, uelastycznia się i promienieje. Mimo gliceryny wysoko w składzie nie zauważyłam, aby mnie "zapchał". Za to naprawdę wspaniale nawilża. Warto zaznaczyć, że gliceryna glicerynie nierówna i wszystko zależy od jej stężenia w kosmetyku oraz kwestii indywidualnych :) Ja stosowałam ten produkt co 2-3 dni, najczęściej pod krem na dzień, bo witamina C to jeden z najlepszych antyoksydantów. Jestem tym eliksirem zachwycona i na pewno będę do niego wracać! To idealny kosmetyk dla wszystkich, którzy chcą zapobiegać oznakom starzenia, chcą dodać blasku skórze lub walczą z już istniejącymi zmarszczkami.




5. Fridge, 3.3 good morning face! - żel do mycia twarzy


Niesamowicie łagodny żel do twarzy! Idealny szczególnie do skóry wrażliwej, zaczerwienionej. Bardzo dobrze sprawdzał się u mnie rano. Dodatkowo jego miętowo-cytrusowy zapach (z olejków eterycznych i ekstraktów) działał pobudzająco. Niestety, wieczorem nie dawał rady domywać olejków i cięższych kosmetyków do demakijażu. Jest dość gęsty i słabo się pieni, ponieważ zawiera bardzo łagodne detergenty. Jeśli szukacie czegoś ekstremalnie delikatnego to żel od Fridge będzie strzałem w 10! 




#MONIKA


Owszem mam rozstępy, które pojawiły się w okresie dojrzewania, ale to nie dlatego ten balsam u mnie się znalazł. Tak naprawdę pogodziłam się z moimi białymi paskami i jest to dla mnie obecnie znak kobiecości. Ale do rzeczy! Otóż, balsam od Sylveco ma idealny skład do zapobiegania wrastaniu włosków. Zawiera mocznik, panthenol i betulinę. Nie zawiera substancji zapachowych, więc idealnie nadaje się do aplikacji zaraz po depilacji. 

Bardzo odpowiada mi jego konsystencja. Jest lekka, ale treściwa. Szybko się wchłania i pozostawia uczucie nawilżenia na bardzo długo. W połączeniu z regularnymi peelingami naprawdę zauważyłam różnicę w wyglądzie skóry. Nie mam już problemu z czerwonymi krostkami, suchymi płatami i przede wszystkim - wrastającymi włoskami. Ten balsam to kolejny dowód na to, że nie zawsze należy sugerować się nazwą ;) 





Oj długo przymierzałam się do kosmetyków Andalou... skorzystałam z okazji podczas pobytu w Anglii i zamówiłam tonik wraz z peelingiem na stronie Holland&Barret. Akurat była promocja, że tańszy kosmetyk był za połowę ceny. Bardzo mnie ucieszył ten zbieg okoliczności. 

Patrząc na nazwę, raczej nie zamówiłabym akurat tej wersji. Ale nie sugerowałam się tym, że jest "
Age Defying", a składem. Potrzebowałam kosmetyku o działaniu łagodząco-rozświetlającym. Na pierwszym miejscu znajdziemy sok z aloesu, mnóstwo substancji nawilżających, stabilną formę witaminy C (Magnesium Ascorbyl Phosphate), wkstrakt z białej i czerwonej herbaty, hibiskusa, olejek pomarańczowy i geraniowy. Dla mnie cudo! 

Pięknie koi skórę i świetnie współgra z innymi moimi kosmetykami. Ma bardzo dobry atomizer, który rozpyla dość mocną, ale bardzo rozproszoną mgiełkę. Tonik jest mega wydajny. Butelkę o pojemności 178 ml mam już ponad 2 miesiące. Stosowałam go codziennie (i nie tylko ja, bo nagle się okazało, że płci męskiej też bardzo odpowiada). Z chęcią wypróbuje inne toniki Andalou, bo ten sprawdził się u mnie świetnie!






Pamiętacie peeling enzymatyczny Phenome? Znalazłam chyba jego bliskiego krewnego... peeling z Andalou jest niemalże identyczny. Lekka żelowa konsystencja, która delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek. Delikatnie pachnie cytrusami. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za tłustymi peelingami, dlatego przeważnie wybieram kremowe lub żelowe. 

Skład jest fenomenalny, naprawdę. Nie dość, że na 1 miejscu jest sok z aloesu to oprócz enzymów owocowych (bromeliny i papainy), znajdziemy jeszcze witaminę C, kwas hialuronowy i mnóstow ekstraktów. Skóra po użyciu tego peelingu jest niesamowicie miękka, rozświetlona, ale też nawilżona. Jeśli nie próbowaliście to naprawdę polecam :)




Nie wiem czemu dopiero teraz ten olejek wpadł w moje ręce, bo z Alterry przetestowałam już praktycznie wszystko. Uwielbiam jego zapach! Aplikuję jedną pompkę na wilgotne włosy. Olejek bardzo pomaga mi ogarnąć puszące się zimą włosy. Do tego pozostawia je miękkie i lśniące. Uważajcie tylko z ilością żeby nie przesadzić, bo zamiast pięknej fryzury będziemy mieć efekt masła... Czasem daję też kilka kropelek na suche włosy (zazwyczaj, jak zapomnę to zrobić kiedy są wilgotne). 




5. Whamisa, Hydrożelowa, morska maska w płacie Organic Sea Kelp Facial Sheet Mask

To była moja najdroższa jednorazowa maseczka ever! Ale wiecie, co? Absolutnie nie żałuję jej zakupu. O dziwo dorwałam ją stacjonarnie w Hebe (Wrocław, Wroclavia). Maseczka nie jest ani bawełniana, ani celulozowa, tylko... "glonowa". Składa się z dwóch części, dzięki czemu łatwiej jest dopasować ją do kształtu twarzy. Jeśli nie lubicie zapachu spiruliny to raczej Wam się nie spodoba... akurat zapach maseczki nie jest aż tak intensywny, ale jednak wyczuwalnie morski.

Mimo wszystko uważam, że warto się trochę "pomęczyć", bo efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Czułam się jak po zabiegu u kosmetyczki. Skóra była tak niesamowicie miękka, że ciężko mi było w to uwierzyć. Co więcej, efekt utrzymywał się jeszcze przez kilka dni. Wszystkie podrażnienia były złagodzone, a skóra pięknie rozświetlona. Bardzo chętnie wrócę jeszcze do tej maski i na pewno wypróbuje inne od Whamisy!







Zobacz też:

9 komentarze

  1. Hej, mam pytanie odnośnie do eliksiru vianka- zaczęłam go stosować parę dni temu, ale używam go codziennie na noc. Dlatego zdziwiłam się, że, Aniu, używasz go co 2-3 dni. Stąd też moje pytanie- uważasz, że codziennie to zbyt często?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Tak naprawdę to zależy od indywidualnych preferencji. Możesz postawić na intensywną kurację, jeżeli Twoja skóra tego potrzebuje - czyli stosować codziennie. Generalnie serum i bardziej skoncentrowane kosmetyki (np. ten eliksir) używamy 2-3 razy w tygodniu, bo w naszym przypadku nie ma konieczności wykonywania tego częściej. Więcej na ten temat możesz poczytać w naszym poście o serum: http://www.piggypegblog.pl/2017/08/serum-jak-i-kiedy-je-stosowac.html

      Usuń
  2. hej ! we wcześniejszych postach polecałyście Lush Botanicals hmm chyba krem na dzień /na noc i serum antyoksydacyjne. W końcu podjęłam decyzję i chcę sobie kupić właśnie serum tylko nie wiem czy powinnam się decydować na to przeciwstarzeniowe o którym akurat nic nie wspomnialyscie czy brać to antyoksydacyjne? Dodam że również dzięki Wam posiadam krem make me bio garden Roses za którego polecenie z serca dziękuję bo jest świetny, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy czego potrzebuje Twoja skóra :) Gdybyś miała jeszcze wątpliwości, napisz do nas ma FB.

      Usuń
  3. Kusi mnie eliksir z Vianka, ale zrezygnowałam z niego właśnie ze względu na glicerynę i ostatecznie ponownie zdecydowałam się na serum z BU. Ciekawi mnie tez balsam Czarszki (pasta Fresh&Natural okazała się dla mojej odwodnionej cery zbyt mocna).

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez mam ten eliksir, użyłam dopiero 2 razy a buzia widocznie ma mniejsze przebarwienia 💞 mam też krem na dzień do cery tłustej z tej serii i to mój hit, nigdy żaden krem mnie nie zachwycił a tutaj jest moc 😊 teraz chyba kupię jeszcze krem pod oczy do tego

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle ciekawostek,.że aż nie wiem na co najpierw się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super lista. Z Hagi uwielbiam wszystko...świece, pudry, krembdo twarzy, olejek. Cudeńka :)

    Balsam Sylveco chętnie wypróbuję. Mam problem z wrastającymi włoskami i ogólnie zapaleniem mieszków włosowych.

    Piszcie częściej :)

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

Polub na FB

Subscribe