PiggyPEG Keg #13 Lipiec


Ciężko w to uwierzyć, że lipiec już za nami... Tak szybko zleciał nam ten miesiąc! Głównie dlatego, że był dosyć zabiegany. Przez ostatnie tygodnie odkryłyśmy też wiele perełek, po których nie spodziewałyśmy się aż takiego działania (z resztą zaraz przeczytacie). Kosmetyki kosmetykami, ale musimy się Wam też pochwalić naszym wypadem w Góry Stołowe i zdjęciami Marty z bloga Veganama. Pięknie tam było! Małą zajawkę sesji możecie podejrzeć na końcu wpisu :)

#Ania

1. Resibo Specjalistyczny balsam wyszczuplający 


Powiem Wam szczerze - byłam niesamowicie sceptyczna co do magicznych mocy tego balsamu. Nie wierzę w cudowne kosmetyki wyszczuplające, a w zdrową dietę i regularne treningi. Uwielbiam Resibo i skusiłam się na wypróbowanie ich nowego balsamu, chociaż spodziewałam się raczej ujędrnienia skóry niż gubienia centymetrów. Jak miło się zaskoczyłam! 


Partie ciała, na których najbardziej mi zależało to uda i brzuch. Balsam chodził ze mną na siłownie i miałam wrażenie, że chłodził moją skórę po skończonym treningu. Jego kolejną zaletą jest to, że szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Do tego 
ma piękny, świeży zapach. W dni nietreningowe, był ze mną każdego wieczoru, kojąc skórę po kąpieli.

Po miesiącu stosowania efekty powaliły mnie na kolana - skóra jest ujędrniona i elastyczna. Odniosłam wręcz wrażenie, że na udach znacznie zredukował się cellulit! Największe efekty było jednak widać po brzuchu - straciłam aż 1,5 cm w talii! 
Tak naprawdę, aby sprawdzić "wyizolowane" działanie balsamu, trzeba by było przestać ćwiczyć i trzymać cały czas taką samą kalorykę na czas eksperymentu. Efekty to praca grupowa nie tylko balsamu, ale też ćwiczeń i diety. W ciemno na pewno można liczyć na poprawę wyglądu skóry. 

Magiczny składnik Resibo? Można tak powiedzieć. Lipout to ekstrakt z jednokomórkowych alg Tisochrysis Lutea, który przyspieszając proces termogenezy redukuje nadmiar tkanki tłuszczowej, ponadto dzięki obecności ksantofili wzmacnia zdolności regeneracyjne skóry. Efekt to gładka, ujędrniona skóra i możliwy nawet ubytek w centymetrach. To na pewno nie będzie moja ostatnia tuba! W porównaniu do odżywczego balsamu Resibo, ma lżejszą konsystencję i mniej słodki zapach. 


2. Alterra Szampon Bio Papaja 


Szampon Alterry widzieliście już w poprzednich KEGach - tym razem jednak w wersji z papają! Absolutnie przepadłam dla tego zapachu - tropikalny, kojarzący się z wakacjami.
Mimo tego, że zawiera w składzie Cocamidopropyl Betaine to nie wywołuje u mnie reakcji alergicznej, a tego obawiałam się najbardziej. 

Co więcej - naprawdę dobrze się pieni i mam wrażenie, że moje włosy wyglądają i układają się dużo lepiej. Są miłe w dotyku i nabrały objętości. To naprawdę fajny szampon za małe pieniądze! Jeśli ciekawi Was, co siedzi w środku tego kosmetyku, zajrzyjcie na FB.

3. Alkemie Glow up! 2-in-1 Superfruit Mask 



Alkemie szturmem weszło na rynek kosmetyczny zasypując go masą wspaniałych produktów! Na pierwszy ogień poszła u mnie maska 2-w-1 z koncentratem z superowoców. Od dawna szukałam kosmetyku z witaminą C, który rozświetlił by moją cerę.

Wrażenia? Bardzo mieszane. Skóra o użyciu faktycznie jest rozświetlona, świeża i elastyczna, ale... Przeszkadza mi jednak konsystencja maski, która jest dość oleista. Jest to właściwie peeling mechaniczno-enzymatyczny. Po jego zmyciu, wyczuwalna jest lekka warstewka, która nie do końca mi odpowiada. Mam wrażenie, jakbym nie zmyła całkowicie maseczki. Nie przypadł mi do gustu też mocno cytrusowy zapach. Niemniej jednak, efekty są naprawdę zaskakujące, dlatego mimo wszystko będę wracać raz na jakiś czas do tej maski :)

4. Fresh&Natural Cukrowy peeling Malinowy



Po świetnym balsamie bezzapachowym od Fresh&Natural przyszła pora na ich cukrowy peeling. Powiem szczerze - to nie kawowy scrub Marka. Ten peeling jest dużo delikatniejszy, złuszcza naskórek bardzo delikatnie. Mimo to skóra jest po nim przyjemnie gładka i odżywiona. Wyraźnie wyczuwalna jest olejkowa warstwa. Odrobinę denerwuje mnie opakowanie w formie słoika - pod prysznicem tego typu kosmetyki często lecą mi z rąk. Jednak zawartość wynagradza wszystko! No i ten piękny zapach - landrynkowy, jak malinowy cukierek mini :) Spodoba się każdemu. Nie wiecie, jaki peeling wybrać najlepiej? Zajrzyjcie do naszego postu na ten temat. 

#Monika

1. Alkemie Foam-my-god Pianka do mycia twarzy 


Rzadko kiedy pokładam wielkie nadzieje w żelach i piankach. Jeśli nie ściągają skóry i ładnie oczyszczają to spełniają swoje zadanie - nie wymagam od nich więcej. Alkemie to nowa polska marka. Siostra Momme Cosmetics - znacie, prawda? Jeśli znacie to na pewno wiecie, że marka stawia na najwyższą jakość. Tak też jest z Alkemie. Równo po połowie opakowania mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam tę piankę! Ma idealną kremową konsystencję, piękny, delikatny zapach, cudowny skład (bez gliceryny) z mnóstwem niesamowitych, dość egzotycznych substancji - kolibło Egipskie, śródziemnomorska Gipsówka, czy afrykańskie orzechy Shikakai. W INCI znajdziemy też ekstrakt z zielonej herbaty, korzenia lukrecji, rumianku i rozmarynu.

Pianka od Alkemie jest niezwykle łagodna, dlatego świetnie się sprawdzi szczególnie przy pielęgnacji cer wrażliwych, ale też suchych, naczynkowych. Nie narusza bariery hydrolipidowej. Jest idealna do porannego oczyszczania twarzy. U mnie gra w duecie z pastą Fresh&Natural też w wieczornym rytuale. Do metody OCM może być za słaba, jako kosmetyk do zmycia olejku. Pierwszy kosmetyk z Alkemie zrobił na mnie świetne wrażenie. Zobaczymy, jak wypadną inne kosmetyki ;)

2. Clochee Matujący krem SPF 50 


Wiele osób pytało o ten kosmetyk... Wcale mnie to nie dziwi, bo wzbudził niemałe zainteresowanie. To ten typ produktu, na który czekało mnóstwo dziewczyn. Naturalny filtr mineralny, a do tego matujący! To musiałoby być zbyt piękne, żeby było prawdziwe... Na szczęście jest pięknie i to bardzo! Ten krem jest cudowny i tutaj naprawdę nie wyolbrzymiam. Po pierwsze - ma całkiem fajne krycie, co najmniej lekkiego podkładu. Tutaj uważam, że Cloche powinno dodać na etykiecie, że kosmetyk nie jest transparentny. Ma dość uniwersalny kolor. Określiłabym go jako jasny o neutralnych tonach. Ładnie się dopasowuje do mojego kolorytu mimo, że przeważają u mnie zdecydowanie ciepłe tonacje.


Krem naprawdę matuje, ale nie daje efektu skóry z toną pudru. Wygląda bardzo naturalnie. Testowałam go w naprawdę ekstremalnych warunkach, między innymi - upałach. Nigdy mnie nie zawiódł. Aplikując go na twarz nie używam już nic innego, jedynie korektor. Jedyny haczyk jest taki, że nie można się obijać z jego aplikacją. Dość szybko zastyga. Nie poleciłabym go cerom suchym - może dawać uczucie ściągnięcia. Rozwiązaniem jednak może być lekki krem nawilżający, nałożony pod filtr. Clochee stosuje na zmianę z Goddess Garden. Moja ulubiona dwójka do twarzy na ten sezon letni! Wiem, że wiele osób obawia się oleju kokosowego w składzie. Ja też byłam sceptycznie do niego nastawiona, jednak mimo to, krem świetnie się sprawdza. Oby tak samo było u Was :)

3. Fresh&Natural pasta do mycia twarzy


Z momentem pojawienia się tego produktu na rynku, pomyślałam - "hmmm... ciekawe co z tego będzie?". Teraz mogę Wam już powiedzieć. Będzie HIT kochani. Bezapelacyjnie mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych kosmetyków do demakijażu jaki kiedykolwiek miałam. Jest hybrydą balsamu, olejku i mleczka. Emulguje z wodą, dzięki czemu nie pozostawia tłustej warstwy. To idealne rozwiązanie dla tych, którzy nie przekonali się do metody OCM.  

Pasta pięknie zmywa makijaż. Radzi sobie z tuszem do rzęs (naturalnym) bezproblemowo. Niestety nie testowałam jej na grubym kalibrze (tj. mocny makijaż), gdyż ostatnio mój make up oczu ogranicza się jedynie do mascary. Dajcie znać, jeśli używacie go przy mocniejszym makijażu :) Warto jeszcze dodać, że pasta jest bardzo wydajna. Na początku jest bardzo gęsta i kremowa. Z czasem masowania twarzy zamienia się bardziej w konsystencję lekkiego olejku. Po jej użyciu, przechodzę do 2 etapu oczyszczania. Jeśli ciekawi Was analiza składu, zajrzyjcie na naszego Facebooka.  

4. ASOA Hydrolat rumiankowy


Hydrolaty uwielbiam, szczególnie latem. Służy mi jako tonik, baza do maseczek i mgiełka odświeżająca w ciągu dnia. Zazwyczaj wybierałam wody różane, bo najlepiej się u mnie sprawdzały. Teraz żałuję, że tak późno wypróbowałam hydrolat rumiankowy. Świetny jest! Genialnie działa na moją skórę - koi, łagodzi zaczerwienienia, daje uczucie nawilżenia. Jeśli spodziewacie się zapachu herbatki ziołowej z rumianku, to niestety się zdziwicie. Bliżej mu do cytrusowo-ziołowych woni niż klasycznego rumianku. 

Jeśli chodzi o opakowanie, ASOA zrobiła to naprawdę dobrze. Atomizer nie pluje, a rozpyla delikatną mgiełkę. Kosmetyk jest też zakonserwowany, co dla mnie jest dosyć istotne. Dlaczego? Zajrzyjcie do naszego posta o hydrolatach, tam znajdziecie odpowiedź.

I oczywiście na koniec, mały podgląd naszej sesji w Błędnych Skałach z niezastąpioną Martą. Jeśli jeszcze nie udało Wam się odwiedzić tych rejonów, musicie to koniecznie zobaczyć. Enjoy!



A co Was zachwyciło w ostatnim miesiącu?

Zobacz też:

9 komentarze

  1. Hej dziewczyny, mam pytanie odnośnie kremu firmy Esthederm, a dokładnie Eau Cellulaire gel. Nie wiem tylko czy o nim słyszałyście, bo wydaje mi się, że nie jest to zbyt popularna firma u nas. Kupiłam z polecenia pani w aptece, używam już drugiego opakowania i wydaje mi się, że ogólnie służy mojej dość problematycznej cerze, jednak zastanawiam się czy jego skład jest w porządku i czy jest adekwatny do dość wysokiej ceny(ponad 100zł). Niedawno zmieniłam całkowicie pielęgnację głównie właśnie dzięki Wam(dziękuję!!) i widzę znaczną poprawę, dlatego zastanawiam się, czy nie lepiej wymienić go na jakiś bardziej naturalny?

    Będę baaardzo wdzieczna za pomoc, buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, wyślij skład oraz nazwę kremu na analiza@piggypeg.pl :)

      Usuń
  2. Uwielbiam ten szampon! Miałam wszystkie z linii prócz wersji przeciwłupieżowej, bo szczęśliwie nie dotyczy mnie ten problem, jednakże ten jest zdecydowanie moim numerem jeden. Włosy są miękkie, delikatne i sypkie, a przy dłuższym regularnym stosowaniu rzeczywiście nabierają też objętości, są bardziej uniesione u nasady. W dodatku przepięknie pachną <3 Najlepszy szampon, jaki kiedykolwiek miałam, w dodatku wcale nie jest drogi!

    Zainteresowała mnie marka Alkemie. Z polskich naturalnych marek lubię się z marką i podmarkami Sylveco, fajne produkty ma także Nacomi. Cieszę się, że takich firm przybywa!

    Pozdrawiam,
    Blonde Kitsune

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważamy, ten szampon jest genialny! I ta cena... :)
      Warto się przyjrzeć Alkemie - bardzo ciekawe kosmetyki.

      Pozdrawiamy!

      Usuń
  3. Spróbujcie balsamu do demakijażu Czarszki

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, dzięki za inspiracje :) Na stronie Alkemie w zakładce sklep nie ma cen ani nie można kupić produktów. WIecie coś na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.alkemie.com/pl/shop/

      Usuń
    2. No tutaj też nie ma cen ani możliwości wrzucenia do koszyka :(

      Usuń
    3. Magda napisz do nas na FB.

      Usuń

Popularne posty

Polub na FB

Subscribe