Przegląd kosmetyków po opalaniu


Kiedy tylko zaczyna robić się ciepło, na półkach sklepowych, jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się kremy z filtrem. Zaraz obok nich - produkty po opalaniu. Najlepiej pilnować, aby te pierwsze odpowiednio nas chroniły (dzięki regularnej aplikacji), ale jak wiadomo, czasem może nam się wymknąć to spod kontroli. Wtedy zapala się czerwona lampka (dosłownie) i nasza skóra woła o pomoc. Co wybrać, aby szybko ją ratować?

Na pewno kosmetyk bogaty w substancje łagodzące. Jeśli nie spiekliście się za bardzo i chcecie nawilżyć skórę po całodziennym opalaniu, dobry balsam nawilżający (oczywiście z dobrym składem) w zupełności wystarczy. Jeśli nabawiliście się tak zwanego raczka, tutaj będzie potrzebny pakiet do zadań specjalnych.

Zanim jednak do nich przejdziemy, pomęczę Was jeszcze trochę o konsekwencjach igrania ze słońcem. Czerwona skóra jest oczywiście jedną z nich, a to zasługa (lub nie) promieniowania UV-B. Znacznie gorsze jest promieniowanie UV-A, które przyspiesza fotostarzenie skóry. Krótka konkluzja: zero ochrony przeciwsłonecznej, nadmierne opalanie = szybsze starzenie się.  UV-A jest też główną przyczyną rozwoju raka skóry. 

Spalanie się na skwarek w solarium też nie jest rozwiązaniem... tam działa właśnie UV-A i  nie mamy z niego  jakichkolwiek benefitów, jedynie szkody. A przynajmniej przy przebywaniu na słońcu dochodzi do syntezy witaminy D, która jest niezwykle istotna dla naszego organizmu. Rozwiązaniem mogą tutaj być samoopalacze lub balsamy brązujące, jednak "opalenizna" z takiego kosmetyku utrzymuje się około 3 dni. Niemniej jednak, jest to jakieś rozwiązanie :)

To może jeszcze szybko odnośnie witaminy D. Faktem jest, że warto ją suplementować, głównie z uwagi na słabe nasłonecznienie naszego kraju. Przed zakupem suplementu warto zbadać aktualny poziom witaminy D. Wtedy będzie można dobrać odpowiednią dawkę. Zwracajmy też uwagę na ilość jednostek witaminy w danym preparacie.



Czy filtry blokują jej syntezę witaminy D? Nie do końca... Dlaczego? Nawet jeśli nakładamy filtr zgodnie z wytycznymi, czyli np. co 2-3h i aplikujemy go odpowiednią ilość, co niestety zdarza się niebywale rzadko - na twarz powinno się nakładać około łyżeczki stołowej, na ciało około 30 ml. Wtedy wychodzi mniej więcej łyżeczka na każdą kończynę. Zawsze zostają miejsca nie dotknięte filtrem. O ile jeszcze na wakacjach przechodzimy przez "filtrowy rytuał", tak na co dzień mało kto stosuje filtry na całe ciało. Jeśli już to robi, aplikuje jednorazowo krem rano na twarz. Nie jest tak? ;) 

W zależności od fototypu skóry, nasza skóra jest w miarę bezpieczna bez żadnej ochrony od 20 do 10 minut. Europejskie fototypy zazwyczaj występują 3, w Polsce głównie 2. 

  • 1 - 10 min. -  bardzo jasna / jasna karnacja, blond włosy, często występują piegi, jasne oczy 
  • 2 - 15 min. - jasna karnacja, ciemny blond do jasnego brązu, jasne oczy, piegi występują sporadycznie lub wcale
  • 3 - 20 min. - lekko śniada skóra, średni blond do brązu
Tak jak widzicie, jest to nawet nie pół godziny... A jak wiemy, niektórzy pozwalają sobie ten czas wydłużyć do kilku godzin. Więcej informacji o filtrach znajdziecie tutaj, a wszystkie polecane kremy, jak zawsze znajdują się w zakładce na górze.



1. Woda termalna

To zdecydowanie must have, a szczególnie latem. Idealnie się sprawdza przy upałach, jako odświeżająca mgiełka. Jest też niezawodna przy łagodzeniu podrażnień i oparzeń. Daje natychmiastową ulgę i przygotowuje skórę do aplikacji kolejnych kosmetyków. Świetnie się sprawdzi ta z Uriage, nie trzeba jej osuszać tak jak innych wód termalnych.

2. Aloes

Od dawna wiadomo, że aloes ma działanie kojące i nawilżające. Do tego działa antybakteryjnie. Schłodzony żel aloesowy będzie idealny! Zwracajcie uwagę na konserwanty dodawane do kupnych żeli, to one są zazwyczaj sprawcą podrażnień. Najlepiej hodować ten cudowny sukulent w domu. Liście około 25 cm (mniej więcej 3-letnia roślina) już spokojnie nadają się do użytku. Naszym celem jest środek liścia, przypominająca przezroczystą galaretkę. Może się też niestety zdarzyć uczulenie na aloes (niestety jest to możliwe), wtedy musicie poszukać innego rozwiązania :(





3. Jak poparzenie to... Panthenol!

Chyba każdy automatycznie kojarzy Panthenol z poparzeniami. Nic dziwnego, praktycznie na każdym kremie po opalaniu istnieje informacja ile procent tego składnika zawiera. Panthenol, czyli stabilna pochodna kwasu pantotenowego, przenika wgłąb skóry i daje szybkie uczucie ukojenia. Zmniejsza utratę wody z naskórka, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, ma działanie regenerujące. Można go stosować w lekkiej postaci w sprayu "solo" bądź w kremowych formułach.





4. Alantoina

Często znajdziemy ją w parze z Panthenolem. Jest to pochodna mocznika. Przyspiesza gojenie się ran i działa przeciwzapalnie. Dodatkowo silnie nawilża skórę i łagodzi pieczenie, czy swędzenie. Warto szukać tego składnika w kosmetykach po opalaniu :)

5. Raczek nieboraczek...

Jeśli Twoje imię tak właśnie powinno brzmieć wiedz, że nie są Ci wskazane substancje zapachowe, czy barwniki. Tutaj potrzebny jest kaliber do zadań specjalnych. Ma być skutecznie, ale też bezpiecznie. To samo tyczy się np. kąpieli. Im mniej i delikatniej, tym lepiej.




A jakie są Wasze sposoby na SOS po opalaniu?


Zobacz też:

1 komentarze

  1. Przyznam, że brakuje mi tu kojących Vianków, np. balsam ma panthenol i alantoinę. Ale jak zwykle - szacunek za zestawienie :))

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

Polub na FB

Subscribe